Tagi ja jestem całkiem zwyczajna jestem na nie lost boys mam dość muzyka na plus nie wiem czy powinnam to upubliczniać nostalgicznie żółć
|
"But I don't want to go among mad people," Alice remarked.
2011-11-14 02:31:49 2011-07-01 22:06:38 hedgehog dilemma? Banalnierzecz ujmując: dlaczego?
Mam najwspanialszego mężczyznę na świecie, czemu się z nim kłócę?
Zrobilibyśmy dla siebie wszystko,oboje. Ostatnio, w związku z przeprowadzką oboje jesteśmy zestresowani i zmęczeni, warczymy, nacinamy się na siebie. Kiepsko się czuję, złoszczę się na siebie, złoszczę sie na niego, on złości się na mnie, ja czuję się jeszcze gorzej. Błędne koło, równia pochyła. The better it is, the worse it has to be.
Dajcie spokój. Bogowie, dajcie nam spokój, chwilę odetchnienia.
Bo, zabijcie mnie, ja wiem, że będzie dobrze.
Pietruszka, hatifnaty, siedemnaście par butów, ale będzie najwspanialej. Tylko nie mogę się zgubić po drodze.
(i znowu piszę jak szesnastolatka, głupio mi z tym, odebrało mi moc pisania)
Tagi: jestem na nie, nostalgicznie, źle znoszę ostatnie czasy, przeciwbólowe zapijane kawą skomentuj (3) 2011-05-15 02:05:37 List z Krainy Wiecznej Szczęśliwości Drogi Przyjacielu On zawinięty w moją zieloną kołdrę wygląda jak larwa pięknego motyla. Jestem pewna, że sen dodaje mu skrzydeł. Właśnie zasnął. Znalazł mnie pośrodku drogi, pomiędzy złym a gorszym wyborem. Obok "szczęścia na siłę" i "ucieczki w uświęcony celibat samotności". Bardzo się cieszę z tego nieoczekiwanego spotkania. Nawet nie masz pojęcia. On wpasował się po cichu w moje schematy, kiedy na chwilę straciłam głowę. A gdy wróciłam do siebie, już tu był, czekał. Słyszałeś kiedyś, Przyjacielu, o Krainie Wiecznej Szczęśliwości? Zazwyczaj niespotykanie trudno tu dotrzeć. Podobno nie jest to możliwe... ale mi właśnie się udało. Przepraszam, że nie będę Cię mogła zaprowadzić, ale na razie nie chcę stąd wracać. Sama nie wiem do końca, jak się tu znalazłam. Bardzo długo płynęłam burzliwym oceanem, widziałeś z resztą moją łódź. Gdy rozdzielił nas sztorm, zamknęłam na chwilę oczy i... obudziłam się tu. Mój Przyjacielu, żebyś widział te krajobrazy! Te kolory! Chciałam dołączyć szkic, lecz nie potrafię narysować czegoś tak nieuchwytnego, a zblakłe barwy moich kredek nijak nie oddadzą tutejszej feerii. Pocztówki, które sprzedają na ukwieconych straganach rynku są tylko częściowym obrazem piękna Krainy. Wyobraź sobie te wszystkie zapachy: marcepanu, bzu, cejlońskiej herbaty... Albo to niespotykane połączenie dźwięków... Wokół rynku na sznurkach i wstążkach porozwieszano niespotykane chyba nigdzie indziej piszczałki, które przy każdym powiewie wiatru wygrywają przepiękne melodie. Wszystkie budynki wokół wzniesione są z jasnego niczym zorza poranna piaskowca, a sam ratusz lśni marmurem i srebrem wzbijając się niemal do samych niebios. O, gdybyś tylko mógł to zobaczyć, Przyjacielu! Nie będziemy się mogli teraz przez czas jakiś widywać. Jak wspomniałam, nie planuję jeszcze powrotu. Może się zdarzyć i tak, że zostanę tu na zawsze. Odwiedź mnie kiedyś. Jestem pewna, że też znajdziesz drogę, jeśli tylko ktoś ci ją wskaże. Spojrzyj tylko w oczy odpowiedniej osoby, a znajdziesz tam całkiem inny świat! Chociaż... Koniec końców, kim ja jestem, żeby mówić Ci, co robić? Sam pewnie świetnie sobie z tym poradzisz. Czekam na wieści od Ciebie. Twoja przyjaciółka na zawsze XXX Tagi: na plus, nostalgicznie, czytałam lovecrafta i tak wyszło skomentuj (0) 2011-02-26 04:08:18 sny 20.02 - z młodszą siostrą (?) i rodzicami byliśmy w domku nad jeziorem. biegając po pomoście rozwaliłam sobie lewą łydkę praktycznie do kości. jakaś kobieta wiozła mnie do szpitala. 22.02 - byłam świadkiem brutalnego morderstwa. widziałam z okna, jak jedna postać rozwala drugiej głowę o chodnik. podbiegają do nich 2 osoby, ale tylko mówią, a atakujący wciąż depcze roztrzaskaną czaszkę. 23.02 - setting fantasy, jakieś miasto. spotkałam jakiegoś faceta (rogue? ranger?), na którego jako assasinka miałam zlecenie (?). ktoś zaczął nas ścigać więc uciekliśmy zaułkiem do biednej dzielnicy - uratował mnie. nie pamiętam, czy buteleczka, która wpadła mi w ręce okazała się trucizną. 24.02 - częściowe ruiny z XIX wieku, jakby starego wojskowego biura; dookoła jakaś generic równina. przed budynkiem około dwadzieścia osób ubranych na czarno niby ochrona - to ekipa specjalna. wchodzę do budynku. jest mała, przytulna kuchnia. jakaś kobieta (moja mama?) robi jajecznicę, pod oknem, tyłem do mnie stoi kolejny człowiek w czerni. myślałam, że to O, ale miał trochę za długie włosy. odwraca się i wiem, że TO właśnie jest mężczyzna moich marzeń. wysoki, nieźle zbudowany brunet o owalnej twarzy okalanej wolverinowskimi bokobrodami. facet o przeszywającym spojrzeniu intensywnie niebieskich oczu. odwraca się do mnie i przedstawia mi sytuację. jeszcze jest czas. jemy śniadanie, trochę gadamy. przychodzi po nas dex. przechodzimy do ruin, wychodzimy na zewnątrz. niebo wciąż jest szare i ciężkie, ale chmury jakby wirują. na placu przed zrujnowaną częścią jaśnieją błękitem i fioletem dwa współśrodkowe okręgi oddzielone podobnymi do run symbolami. do otwarcia portalu zostały jeszcze trzy godziny. czekamy. dziś, po sesji cthulhu pewnie znów przyśni mi się dużo krwi, chociaż cicho liczę na pojawienie się kolesia w bokobrodach. nigdy chyba nie śniło mi się tyle fajnych rzeczy na raz, co ostatnio. Tagi: kłamstwo, na plus, nostalgicznie skomentuj (0)
model, photo & code by me |
sznurówki:
moja nie-rewolucja:
|