about:
rilwena, tygrysica, angelpoison
13 marca 1988
zielony, fioletowy, czarny.

Tagi

 


"But I don't want to go among mad people," Alice remarked.
"Oh, you can't help that," said the Cat: "we're all mad here. I'm mad. You're mad."
"How do you know I'm mad?" said Alice.
"You must be," said the Cat, "or you wouldn't have come here."

- Lewis Carroll 'Alice's Adventures in Wonderland'


2009-11-04 22:50:26
zimno
jeżu kolczasty... jeśli zostałabym pisarką, to sprzedawałabym miliony romansów albo powieści obyczajowych. niestety, chyba tylko w pisaniu tego jestem dobra. nawet do porządnego dramatu się nie nadaję.
przynajmniej mam satysfakcję, że mając naście lat napisałam krórką historyjkę o miłości, po przeczytaniu której jedna z młodszych koleżanek z jakichś kolonii podeszła do mnie ze łzami w oczach i powiedziała, że "to takie piękne". czytały to sobie na głos w przedziale. wkurzyłam się, no ale skoro im się podobało...

wytrawny jabłkowy cydr i ciasteczka z cynamonem. tyle chcę zapamiętać z dzisiejszego dnia.
z wczoraj zostawię w pamięci kanapki i pożegnanie na lotnisku. i sam lot, bo widoki były wyjątkowo ładne.
z wcześniejszych dni może trochę więcej.

najpierw opiszę historyjkę. albo nie, nie warto. nigdy nie wiadomo, kto to przeczyta, może sam zainteresowany (tu pozdrawiam kolejnego już maćka). przypominam, że lubię uczciwe sytuacje, a konspiracje cenię najbardziej, gdy mogę wyjść na ulicę z koktajlem mołotowa w dłoni. tak, pilipiuka za dużo czytałam wczoraj w pociągu. czytałam, żeby czymś zająć ten mój nieporadny łeb. sama muzyka nie wystarcza.

finlandia. kraina muminków i, podobno, wódki. weekend minął mi naprawdę szybko. głównie za sprawą imprezy, która dostarczyła mi przedniej rozrywki. jubilat dopisał, hehe. było kogo zbierać z podłogi. nooo i te rosjanki... nie dziwię się coniektórym, hoho. śliczne dziewczęta, miłe, wesołe. aż przyjemnie było na nie patrzeć. i, chociaż uważam się za osobę nienawykłą do imprezowania w gronie głównie nieznanych mi osób, było wspaniale. zazdroszczę erasmusowcom. też będę musiała to wypróbować... o ile nie przestraszę się zostawienia całego poznania na rok czy pół. chociaż, skoro nie bałam się opuścić gdańska...

dziś poznań zasypał śnieg. było naprawdę biało. dawno nie cieszyłam się tak z zabrania rękawiczek.
nastała zima. chłód. czas najwyższy odizolować się od ludzi, ułożyć moje życie prywatne do zimowego snu i zacząć pracować. nareszcie. odkurzę moje "młodzieńcze" podejście do ludzi: "a co mnie to". skupię się na sobie.

mimo wszystko cieszę się, że jeszcze nie jest mi wszystko jedno. wy też możecie się z tego cieszyć.

p.s. mizuu dziękujemy za nauczenie mnie dwóch znaków migowych. "mad, angry" i "overwhelmed". pomogło mi jakoś. i głupi facebook też pomaga, choć chyba lepiej by było rzucić to cholerstwo.
Tagi: nostalgicznie, nie wiem czy powinnam to upubliczniać, nie to chciałam napisać, lost boys, glhf
skomentuj (3)


2009-10-19 21:19:18
październik
(bo nie mam lepszego tutyłu).

Usilnie staram się ogarnąć tę kuwetę. Bardzo usilnie. Czy mi wychodzi? Hm, no jeszcze oddycham.

Przyznaję się, poniedziałki są nie dla mnie. Na pełnych obrotach od 8.15 do 18.45. I kto do cholery wymyślił, żeby nam dawać ostatnie podstawy programowania?

Kota, dalej zwana Laurą, jest wredna. Mieszka z nami. Karmimy ją. Srzątamy po niej. Kupujemy jej smakołyki, zabawiamy... a ta księżniczka, kocia jej mać, wywraca suszarkę ze świerzym praniem. Ogólnie - potrafi zdemolować mieszkanie.
O ile Laura to jakieś diabelskie nasienie, to moja współlokatorka jest aniołem. Jesteśmy tu tylko we dwie, więc nie kalkuluje się nam kłócić... ale nawet nie o to chodzi. Jest z kim pogadać, kawę czy alkohol wypić, ciacho zjeść. Jest miło.

Informatyka... no tak, drugi kierunek. Jest cudownie, ale i ciężko. I goni mnie to, że na studiach nikt mi niczego nie poda na tacy i muszę sama zacząć nad tym siedzieć. Wystartowałam z pełnym impetem, ale już mi kolejno odpadają zajęcia ponadprogramowe - nie daję rady.

Jeśli chodzi o nowe znajomości - dużo kolegów i kilka koleżanek. Śmiesznie jest, większość ludzi na infie nie wie, co to 4chan. Cóż więc czynić? Szerzę zuo ^^

Poza tym jest poniedziałek, piszę bez sensu (bo Rauko zastanawiał się, czy jeszcze żyję - owszem, żyję) i zaraz pewnie pójdę spać.
Dziękuję za uwagę i mniej-więcej "dobranoc".
Tagi: ja, jestem całkiem zwyczajna, na plus, tygrysica obojga kierunków
skomentuj (3)

2009-09-05 02:02:30
I sell souls at the side of the road
would you like to take a number?

Jestem ufna. Jestem ufna i staram się naprawiać wszystko ponad rozsądek. Dzięki temu potrafię dochować obietnicy, o której nikt nie pamięta. Warunek jest jeden - muszę się do czegoś zapalić.
*dawno, dawno temu*
Padało i musieliśmy wyjść na dwór. I do tego jeszcze mieliśmy mieć test, bieg na 12 minut. Ze znajomymi obiecaliśmy sobie, że nie będziemy biec, tylko iść marszem. Tak w ramach protestu. Po jednym okrążeniu szkolnego boiska tylko ja trzymałam tempo - wszyscy już dawno przyspieszyli. Ja w końcu też, ale dostałam najgorszą ocenę. I czułam się zdradzona.
Nie powinnam wierzyć ludziom. To mi nie służy.

I'm not afraid of happy endings
I'm just afraid my life won't work that way


Każę czasem ludziom obiecywać, choć to zazwyczaj prowadzi do kłamstwa (When everything's made to be broken...). I przysięgają, ci, którym wierzę i ufam, zaklinają się. A później częściej łamią obietnice i przychodzą skruszeni, rzadziej są dumni z dochowanego słowa. Trochę mnie to boli, ale trzeba z tym żyć. To nie jest tak, że nie wierzę w szczęśliwe zakończenia. Po prostu za mało takich widuję i nauczyłam się osłaniać sobie plecy. Ktoś mówił kiedyś, że jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę. Fakt - inaczej się nie da.

I'm not afraid of feeling
and I'm not afraid of trying
I'm just afraid of losing
(...)


Ci, co mnie znają trochę dłużej wiedzą, że poddaję się emocjom. Co gorsza - robię to nagle i burzliwie. Jeśli chodzi o zakochanie, staram się nie okazywać tego pochopnie. Odrzucam od siebie takie uczucie dość długo, bo nie ma potrzeby robić sobie nadziei, prawda? No właśnie. Ale jeżeli już stwierdzę, że coś jest na rzeczy, jeżeli przyznaję się sama przed sobą... to mózg mi odmawia posłuszeństwa. Budzi się moje wewnętrzne Dziewczę, mam ochotę na romantyczne podcięcie żył. Albo na czekoladę. Albo, co gorsza, komedię romantyczną z Julią Roberts. Chodzę pić z koleżankami i jestem w stanie wypłakiwać się w rękaw bez żadnego konkretnego powodu. A Dziewczę się cieszy i rośnie w siłę, otaczając się wyimaginowanymi bukietami róż.

To teraz napiszę, czego (a w zasadzie kogo) naprawdę nienawidzę. Otóż - ludzi, którzy przychodząc do twojego pokoju podchodzą do wszystkich szafek, oglądają każdy drobiazg albo rozwalają ci się na całym łóżku. To mogą robić moi bardzo dobrzy znajomi, a nie byle kto. Tak samo, jak mało komu pozwalam pić z mojego ulubionego kubka.
Sama przychodząc (zwłaszcza pierwszy raz) do cudzego mieszkania zachowuję się zupełnie inaczej. Siadam na brzegu tapczanu i czekam. Jeśli gospodarz wyjdzie na kilka minut najczęściej znajdzie mnie po powrocie w tym samym miejscu. Czasami, gdy coś przyciągnie moją uwagę wstaję i podchodzę, patrzę. Nie dotykam i nie przestawiam, nigdy. Zazwyczaj po prostu uporczywie "jestem", jak kot przed nakarmieniem. Siedzę i rozglądam się dookoła. Beznadziejnie grzeczna - nie zrobię nic, na co mi się nie pozwoli.
Mam wrażenie, że weszłam do nowego pokoju. Więc siedzę i czekam. Przekrzywiam głowę. Powiedz, jakie są zasady tej gry, to w końcu Twoja sprawa.

I'm waiting and waiting
For what I don't know
I don't need approval
Your love or your home
If you won't accept me
I'll leave here today


Na playliście naprzemiennie The Distillers oraz Jack Off Jill. I tym podobne jakieś.
Tu miał być cytat z beznadziejnie romantycznej (popowej!) piosenki, ale się powstrzymam. Proszę.
(lustro nie kłamało.)
(czyżby?)
Tagi: muzyka, ja, jestem całkiem zwyczajna, na plus, glhf
skomentuj (3)

2009-08-25 01:43:00
disappointed
sponsor: a perfect circle - 3 libras (od półtorej godziny z głośnika)

jestem banalna. i wtórna. i choćby skały srały, nie będę mówić niektórych słów. nie warto. przynajmniej nie tym ludziom. nawet za wszystkie komplementy świata, bycie cudowną, niepowtarzalną (akurat!) i te inne.
[pewnie pojutrze zdam sobie sprawę, że ta notka to manifest mojego przyczajonego ostatnio pms.]

ale chwilowo, od kilku dni mniej lub bardziej: hejt.
pewna dziewczyna mnie nie zauważa.
(you don't you don't you don't see me)
pewien facet i owszem, i nie wiem, czy to dobrze.
mnie boli głowa, brzuch i palce; dostaję ataku paniki kładąc przed sobą kartkę i nie wiedząc, czym ją zarysować.
na ulicach rozbite butelki, na murach napisy.

a tak naprawdę, to mi smutno, bo nie mam pomysłów i jestem wtórna. i bardzo, bardzo banalna.

biseksualizm zwiększa szanse na znalezienie miłości... ale i szanse na złamane serce.
eot.

p.s. nadal nie wiem, czy w ogóle wierzę w miłość.
Tagi: mam dość, niefajność, jestem na nie
skomentuj (3)

 

model, photo & code by me

 

księga:
milcz || mów

 

sznurówki:
linki
godai blog i komiksy szczęśliwego ojca.
miziak pisarka, co nie lubi pierścionków.
lao my honey bunny
nikoś i lumisia niezłe z nich aparaty ;)
płecha ta panna, co pisze.
nie dotykaj tajniaczka.
nebada prawie mój idol.
kocur co było a nie jest...
elunia i na piwo.
droo mroczna? hmm...
agee hormony jej buzują.
pfff że niby nic takiego?
jonderko podobno nie prawdziwy.

 

moja nie-rewolucja:
2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

 

blog.pl